Co się dzieje na gdańskiej AWFiS?

07.01.2020

Otwarcie drzwi gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu przed uczestnikami wielkiego projektu chińskiego rządu wywołało wśród tamtejszej kadry naukowej konflikt nacechowany skrajnymi emocjami.

Projekt nazywa się Belt & Road. Ruszył w 2013 r. Mówi się, że to nowy jedwabny szlak. Pożyczki, inwestycje bezpośrednie, strategiczne partnerstwo, ale też nacisk na know-how. Za wyposażenie swoich młodych obywateli w wiedzę przez zagraniczne uczelnie płaci chiński rząd. Prof. Waldemar Moska, rektor AWFiS, uznał, że grzechem byłoby nie skorzystać. – Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego naciska, by zwiększać poziom internacjonalizacji uczelni. Pod tym względem polskie szkoły wyższe są w Europie na szarym końcu – mówi.

Zagraniczny student to czysty zysk. Za każdy rok studiów magisterskich uczelnia inkasuje od „głowy” 2,7 tys. euro, plus jeszcze 2 tys. za kurs językowy. Obecnie studiuje na AWFiS prawie setka obcokrajowców, głównie z byłych republik radzieckich i z Dalekiego Wschodu. Z 25 dyplomów, które ostatnio wydano cudzoziemcom, 19 trafiło do studentów z Chin. – W Pekinie wiedzą, że jesteśmy jedyną polską uczelnią sportową, w której kształcą się Chińczycy. Dlatego zaproponowano nam partnerstwo w Belt & Road. To wielkie wyróżnienie – dodaje Moska.

O udział w projekcie rektor zabiegał osobiście podczas wizyt w Chinach. Podróżował tam z Sebastianem Osmólskim, który swego czasu robił w Azji interesy, a obecnie – jako ten, który otworzył przed gdańską uczelnią perspektywę zysków płynących ze współpracy z chińskim rządem – został obdarzony stanowiskiem kierownika-koordynatora projektu.

Grają w siatkę i uczą się higieny. Uczelnia korzysta?

Latem 2018 r. do Gdańska w charakterze uczestników Belt & Road przyjechało 44 nastolatków z Chin. Siatkarze i piłkarze. W tym roku jest ich 43. Już tylko siatkarze, bo poziom piłkarzy był słaby, nie rokowali. Wynikła bariera językowa, gdyż po angielsku nie mówili prawie wcale. Teraz jest trochę lepiej. Rektor Moska mówi, że oprócz dwóch treningów dziennie młodzi Chińczycy mają kursy językowe i zajęcia przybliżające im polską kulturę, sztukę, jak również higieniczny tryb życia, gdyż na tym polu odnotowano braki.

Stroną umowy nie jest uczelnia, ale spokrewniony z nią klub AZS-AWFiS Gdańsk (kuźnia m.in. mistrzów olimpijskich: wioślarza Adama Korola i gimnastyka Leszka Blanika). Waldemar Moska mówi, że uczelnia nie mogła być partnerem, gdyż jej statut nie zezwala na prowadzenie działalności szkoleniowej, tylko dydaktycznej i edukacyjnej. Poza tym w ramach projektu przyjechała młodzież w wieku 15–17 lat. Na studiowanie są za młodzi. – Uczelnia i tak zarabia, wynajmując obiekty na potrzeby treningowe uczestników projektu – dodaje rektor. Wpływy z tego źródła nieco wzrosły: w 2017 r. (gdy nie było projektu) wyniosły 2,7 mln zł. W 2019 r. – już z projektem – około 3 mln zł. Waldemar Moska podkreśla korzyści, jakie płyną do klubu. Według niego jeszcze niedawno groziła mu upadłość, a teraz wychodzi na prostą. Dodatkowy zarobek dzięki zaangażowaniu przy projekcie mają też zatrudnieni w klubie pracownicy uczelni. – Zależy mi, aby mieli komfort finansowy, a nie dorabiali gdzie indziej, ze szkodą dla uczelni – mówi Moska. Rektor też przy projekcie zarabia – jako konsultant, 6 tys. zł miesięcznie. – Pracuję po godzinach. Zależy mi, żeby Chińczycy byli zadowoleni – dodaje. Jeden z pracowników uczelni: – Waldek jest jednocześnie rektorem i prezesem klubu. Trudno ustalić, o czyje dobro dba bardziej.

Prof. Piotr Godlewski, wykładowca, mówi, że pod wodzą Moski (nosi gronostaje od 2010 r.) uczelnia odżyła. – Zastał zapaść finansową, długi, groźbę rządów komisarycznych. Wynegocjował w Ministerstwie Nauki program naprawczy, udało się spłacić zadłużenie. Dziś pensje wpływają na czas, mamy poczucie stabilizacji – chwali.

Program naprawczy realizowano dzięki sprzedaży majątku uczelni. Czyli gruntów. W latach 2013–17 do kasy AWFiS wpłynęły z tego tytułu ponad 43 mln zł. Spłacono długi, dofinansowano budowę supernowoczesnej hali gimnastycznej im. Leszka Blanika, docieplono budynki, otwarto nowe laboratoria. Mimo to rektor narobił sobie wrogów. – Z jednym z profesorów poróżnił się co do metod naukowych, inny miał ambicje rektorskie, kolejnego zżerał syndrom niedowartościowania, a jeszcze inny obraził się, gdy nie dostał zgody na kontynuowanie pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego. Doszli do wniosku, że w rektora najłatwiej uderzyć, kompromitując jego flagowy projekt z udziałem chińskiej młodzieży – uważa jeden z pracowników naukowych.

Belt & Road ma przeciwników

Latem ubiegłego roku publiczna telewizja wyemitowała kolejny odcinek programu „Alarm”. W nim niezadowolenie związane z projektem Belt & Road wyraziła trójka studentów oraz profesorowie Jędrzej Antosiewicz (kandydujący w październikowych wyborach rektora) oraz Tomasz Frołowicz. Prowadzący program mówi: studenci protestują, bo w swoim kraju czują się gorsi. Studenci: pokoje zajmowane przez Polaków są w katastrofalnym stanie (zagrzybione łazienki, urwane krany, zapadająca się podłoga w sali gimnastycznej), a przez Chińczyków – świeżo po remoncie. Profesorowie: pieniądze z projektu nie trafiają do kasy uczelni, a zasilają klub AZS AWF Gdańsk, poza tym drenowany jest majątek uczelni, która dokłada do prywatnego interesu rektora prowadzonego przez klub sportowy. Zaprezentowali do kamery kartki z zakreślonymi na pomarańczowo siedmiocyfrowymi kwotami. Wypowiedział się również rektor Moska: – Wracałem z urlopu, dostałem telefon, czy mogę zajechać na Woronicza, żeby odpowiedzieć na parę pytań dotyczących programu Belt & Road. Tak zrobiłem, ale większość moich wypowiedzi niestety wycięto.

Zostało m.in. dobitne sformułowanie: „Komuś się nie podoba, że obcokrajowiec u nas studiuje? Myślę, że to się bardzo szybko skończy”. Frołowicz mówi natomiast „o nowym jedwabnym szlaku, czyli o pomyśle budowania przyczółków z wpływami gospodarczymi, prawdopodobnie politycznymi”. O napiętej sytuacji na uczelni mają świadczyć kręcone telefonami komórkowymi filmiki dużej grupy skandujących w hallu. To była połowa czerwca, środek sesji. Według relacji jednego ze studentów profesor Frołowicz, zamiast przeprowadzić zaplanowany na ten dzień egzamin, zadeklarował wpisanie do indeksu oceny uzyskanej na ćwiczeniach, a następnie poprosił, żeby podesłać zdjęcia podupadłych miejsc i pomóc znieść sztalugi, na których studenci mieli wpisywać najpilniejsze potrzeby, które można by zrealizować, gdyby pieniądze z projektu – 4 mln zł – zamiast do klubu trafiły do uczelni.

Oprócz postulatów sformułowanych przez prof. Frołowicza (m.in. wypłaty zaległych wynagrodzeń za nadgodziny dla części kadry naukowej, wyjaśnienia zasad realizacji projektu, dyskusji nad nowym statutem uczelni) ktoś przypiął zdjęcia młodych Chińczyków obcinających sobie włosy na korytarzu w akademiku. Flamastrem nabazgrano o „chińskiej zgrai”, dla której salę telewizyjną przerobiono na pralnię. Prof. Godlewskiego zwabił hałas. – Podobno ktoś skandował jakieś antychińskie hasła, ale ja ich nie słyszałem. Byłem zaskoczony liczebnością zgromadzenia. Zrobiła się kozaczyzna. Razem z prof. Pawłem Cięszczykiem uspokajaliśmy tłum. Ale ostudził go dopiero przyjazd policji – opowiada.

Tego samego wieczora ktoś wdarł się do pokoju zajmowanego przez dwóch uczestników projektu Belt & Road. Sebastian Osmólski, pełnomocnik rektora ds. projektu, przed północą odebrał telefon od wystraszonego chińskiego nastolatka. Jeden z intruzów po angielsku krzyknął: Get out from Poland!, i coś jeszcze, czego Chińczycy nie zrozumieli, bo słabo mówią po angielsku. Prokurator Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku: – Śledztwo w sprawie kierowania gróźb wobec uczestników projektu Belt & Road jest w toku. Zawiadomienie złożył rektor. Młodzi Chińczycy niedawno składali zeznania.

„Chińska zgraja”? Studenci odżegnują się od ksenofobii

Michał Niepsuj, szef uczelnianego samorządu studentów, mówi, że z niechęcią wobec gości z Chin spotyka się rzadko. Ktoś wspomniał wprawdzie, że „Chińczyk mieszka lepiej” (ale remont opłacili fundatorzy projektu, poza tym goście kiedyś wyjadą, a wyremontowane pokoje zostaną – mówi), był problem z menu stołówki, gdzie schabowe ustąpiły kuchni orientalnej, ale z czasem wypracowano na tym polu symbiozę.

W lutym jednak samorząd studencki wystosował list do ministra Gowina. Wymieniono liczne bolączki, z którymi boryka się uczelnia, w tym również te związane z pobytem chińskich studentów oraz ich młodszych kolegów z projektu Belt & Road. – Poznaliśmy tylko jedną stronę medalu. Gdy rektor wyjaśnił nam, jak się sprawy mają, nie pozostało nam nic innego, jak przeprosić za tę skargę – przyznaje Niepsuj. I dodaje, że w błąd wprowadziła kolegów Oliwia Lisewska, była przewodnicząca samorządu studentów. – Była zatrudniona przy projekcie jako odpowiedzialna za integrację gości. Dziwne, bo obnosiła się z niechęcią wobec nich.

Lisewska zgodziła się na rozmowę, ale dwie godziny przed terminem odwołała umówione spotkanie w Gdańsku. Jako powód podała rezygnację (też w ostatniej chwili) z rozmowy z „Polityką” prof. Tomasza Frołowicza, który usprawiedliwił się nagłym pogorszeniem samopoczucia. Po kilku dniach zgodził się jednak porozmawiać telefonicznie. Nie tylko zwołał czerwcowy protest, ale podjął w jego trakcie głodówkę i wraz z jednym z kolegów spędził noc na materacach rozłożonych w hallu uczelni. Trwali w swym postanowieniu mniej więcej dobę, bo rektor przedstawił im alternatywę: albo kończą, albo wzywa policję.

Z perspektywy czasu prof. Frołowicz ocenia, że protest był uzasadniony. Twierdzi, że nie namawiał studentów do udziału w proteście w zamian za odwołanie egzaminu. – To prawda, że studenci go nie pisali, ale ocena w indeksie była wypadkową z ćwiczeń i udziału w konkursie na scenariusz lekcji wuefu – wyjaśnia. Sformułowanie „chińska zgraja” z tablicy uszło jego uwagi. – Nie uważam, by miało podłoże rasistowskie, jest raczej wyrazem polonocentryzmu, poczucia wyższości wobec obcokrajowców panującego nie tylko na uczelni. Poza tym studenci mają żal, że nie dba się o nich tak jak o gości – dodaje profesor. Jego zdaniem rektor każde pytanie dotyczące funkcjonowania uczelni, zadawane przez swoich adwersarzy, utożsamia z atakami o podłożu ksenofobicznym.

Hejt się leje, prokuratura, ministerstwo i komisje sprawdzają

W październiku ubiegłego roku rektor Waldemar Moska, zmęczony atmosferą nagonki, poprosił o votum zaufania. Za kontynuacją jego rządów na uczelni głosowało 22 z 23 elektorów. Prawomocność wyborów zakwestionowali oponenci Moski, złożyli zawiadomienie do prokuratury, która wszczęła śledztwo w tej sprawie. Tymczasem na drugi tydzień stycznia zaplanowano już nowe wybory władz gdańskiej uczelni. Faworytem jest prof. Paweł Cięszczyk, jeden z najlepszych fachowców w Europie od genetyki sportowej. – Dzięki pozyskaniu prof. Cięszczyka i jego zespołu (z Uniwersytetu Szczecińskiego – red.) zostawiliśmy inne uczelnie w tyle, jeśli chodzi o aktywność naukową i publikacje w renomowanych czasopismach. W rankingu szanghajskim, biorącym pod uwagę osiągnięcia naukowe i badawcze, jesteśmy najwyżej ze wszystkich polskich uczelni sportowych – chwali prof. Moska.

Spodziewany rektor-elekt, jego poprzednik, jak również osoby zidentyfikowane jako członkowie grupy trzymającej władzę, są obiektami ataków na facebookowym profilu „Nie chcemy takiej AWFiS”. Ruszył pod koniec sierpnia. Zaczął się od relacji z czerwcowego strajku. Potem intensywność wzrosła. Są tam pytania o pieniądze z programu Belt & Road z sugestią, że się zgubiły. Namalowany kolorowymi flamastrami schemat przepływu środków z projektu. Kilkakrotne odesłania do programu „Alarm”. Zdjęcie kobiety przystawiającej palec do ust, z napisem: „Nie mówcie nikomu!!! Mamy na uczelni niesamowitą aferę z plagiatami, z udziałem stronników obecnych władz”. Stawki, jakie za wynajem pokoi w akademikach płaci kadra naukowa (licznik wstydu). Ton: kpiący, zaczepny, obraźliwy. Waldemar Moska może tam przeczytać o sobie jako o nadużywającym uprawnień, niedopełniającym obowiązków szkodniku, podatnym na korupcję i uprawiającym nepotyzm. Prof. Paweł Cięszczyk – że jest „Banasiem polskiej genetyki”. – Wytoczyłem pozew jednemu z profesorów, który zarzucał mi nieetyczne działania na polu działalności naukowej – mówi Cięszczyk.

W związku z donosami o nieprawidłowościach w pracach naukowych „stronników obecnych władz” AWFiS do wyjaśnień zaangażowano: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Centralną Komisję do spraw Stopni i Tytułów, Komisję do spraw Etyki w Nauce PAN. – Jestem spokojny o prześwietlanie prac mojego autorstwa i tych, których byłem promotorem – mówi prof. Cięszczyk. – Ale na tym profilu każde rutynowe postępowanie rozdmuchiwane jest do niebotycznych rozmiarów. Ciągną się fałszywe oskarżenia. Jedna z koleżanek, której zarzucano plagiat pracy doktorskiej, niedawno przeszła udar. Ma częściowy niedowład prawej strony ciała. To zaszło już za daleko.

Prof. Frołowicz profil „Nie chcemy takiej AWFiS” czytuje. – Nie odcinam się od tego, co jest tam publikowane. Ale czy jestem jednym z autorów? Nie mogę powiedzieć – ucina. Prof. Cięszczyk złożył na policji wniosek o ustalenie autorów profilu, bo jego zdaniem leje się stamtąd hejt. Tymczasem profesorowie Frołowicz i Antosiewicz zostali, decyzją Senatu, relegowani z uczelni. Ze względu na godzenie w jej dobre imię, antagonizowanie studentów i szkalowanie jej obecnych władz. Frołowicz uważa, że to ciąg dalszy czystki przeciwników rektora Moski. Rektor odpowiada, że większość osób odeszła na własną prośbę. Koniec roku spędził w Pekinie. Z tamtejszym uniwersytetem sportowym podpisał umowę zakładającą stworzenie wspólnego z AWFiS Gdańsk kampusu na wyspie Hainan. Jak podkreśla, idzie wzorem amerykańskich uczelni. Jako były już rektor pozostanie entuzjastą współpracy ze stroną chińską oraz aktywnym uczestnikiem sporów – również sądowych – w których na przemian będzie atakującym i atakowanym. Tak to między profesorami bywa.

Źródło: fbclid=IwAR17O0czOVG_1i0Sd7lV2ZlrYWGftYFIXFNHGvi1OegbodDpzZWIeZwzqZQ

 

 

 

Wróć